9-10 dzień - 4-5.07.2017
Pogodne niebo zachęca nas do zmiany planów. Wstępnie myśleliśmy o dwóch dniach w Rowach ale jednak ruszamy dalej.
Trasa R-10 prowadzi nas przez Słowiński Park Narodowy, który w latach 70-tych został uznany przez UNESCO jako Światowy Rezerwat Biosfery
Wstęp do Parku to jedyne 6 zł od osoby a widoki bezcenne. Piekne wydmy, wspaniały pachnący las, a po prawej stronie Jezioro Gardno z wieloma gatunkami dzikiego ptactwa. Można tu tez zobaczyć ruchome wydmy.
Cały czas gdzies nad nami krążą deszczowe chmury ale może uda nam się uniknąć zmoczenia. Wiatr mocno dokucza, nawet w zalesionym terenie. Dlatego ciepło się ubraliśmy a i tak wieje po kościach.

Po 10 km wjeżdżamy do miejscowości Smołdzino z której mamy kierować sie na Kluki - miejscowość skansen, gdzie owszem jest pięknie ale przed tym miejscem wszyscy przestrzegają z uwagi na bagna i trzęsawiska.
Na swojej drodze spotykamy Niemców, parę seniorów w wieku ok 70 lat, którzy nadjeżdżają ze strony Kluk. Widząc kierunek naszej wyprawy zaczepiają nas i przestrzegają przed tą trasą. Na szczęście Piotrek zna trochę angielski, więc dogaduje się z tymi turystami (oni angielski znają perfect), życząc sobie wzajemnie szerokiej drogi ruszamy po radę do miejscowych, bo jednak same Kluki chcemy zobaczyć.
Weszłam do Gminnego Domu Kultury w Smołdzinie z prośbą o pomoc. Pani z Domu Kultury tłumaczyła mi co i jak i jeszcze podarowała nam mapę okolicy.
Ruszylismy w drogę, zatrzymując się przed miejscowym sklepem aby uzupełnić zapasy wody.
W sklepie uśmiechały sie do mnie drożdżówki z kruszonką. Siedliśmy przed sklepem żeby się nimi posilić.
Ja cały czas twierdzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Kiedy jesteśmy w połowie jedzenia z niewielkiej czarnej chmury jak nie lunie, oczywiście najpierw kropiło, potem zaczęło padać... wtedy z pomocną dłonią wyszedł mieszkaniec tej wioski i zaczął rozwijać markizę przy sklepie, tym samym dając nam schronienie przed ulewą, która nastąpila chwilkę później. Drobne gesty, jednak szalenie miłe.
Dalsza droga na Kluki prowadzi skrótem przez polną drogę wyłożoną trelinką a od tej trelinki można dostać choroby wibracyjnej i odcisków na d...
Dojeżdżamy do miejscowości Łokciowe i tu kierunkowskaz pokazuje drogę na Kluki - prosto a na Czołpino w lewo. Znak to znak. Jadziem!
Kolejne 8 km kocie łby w polu, znowu radosne trelinki i w końcu utwardzona leśna droga. Hmmm. Kluki miały być tuż tuż a my ciągle w czarnej dupie. Mijamy dom na odludziu ale, że coś nam tu nie pasuje, zawracamy i próbujemy dopytać o drogę kobitkę, która siedzi przed domem. O żesz q...q...qrwa - Niemka - no tośmy sobie pogadali. Piotrek znowu próbuje po angielsku pani troche po angielsku trochę na migi. Już wiemy, nie tędy droga. Wracamy. Rozwidlenie drogi i nagle z pól wyłania się wóz terenowy a w nim pracownik Słowińskiego Parku Narodowego i mówi że tam na rozwidleniu gdzie był znak mieliśmy skręcić w prawo. Wracamy do znaku, 16 km poszło się...bujać. I tu odkrywam, to co podejrzewałam, ktoś radośnie obrócił znak i przez to była zmyłka.
Przejeżdżamy 3 km i znajdujemy się w wiosce sprzed wieków. Oglądamy chaty z zewnątrz, robimy kilka zdjęć i ruszamy w drogę.
Piotrek dopytuje pracownika miejscowego Muzeum o dalszą drogę i ten nam mówi, że przez bagna i torfowiska droga jest najkrótsza ale dziś raczej nieprzejezdna, bo w nocy i nad ranem lało wszędzie mokro, a do tego Jezioro Łebsko wylało więc jest tam masakra.
Alternatywą jest jazda plażą ale to by było morderstwo dla rowerów: piach, słona woda... lub 60 km asfaltową drogą przez Smołdzino. Jestesmy już trochę zmęczeni, bo i trudne podłoże i wiatr, który nas spychał z drogi. Jakis matrix.
Cóż bylo robić. Wsiadamy na rower, znowu trelinką 5-6 km. Po tej męczarni trafiamy na drogę asfaltową i kierując się na Żelazo startujemy asfaltem do Łeby.
Droga do łatwych nie należy, co rusz wzniesienie, trochę z górki, ale znowu mam dziwne wrażenie, że ciągle jadę pod górę. Kiedy licznik rowerowy wskazuje 92 km wyjeżdżamy do Łeby. Jestem wykończona. W niemal pierwszym budynku pytamy o nocleg. Kobitka sie zgadza wynająć pokój z łazienką w bardzo dobrej cenie więc zostajemy na dwa dni. Do pokoju na pierwsze piętro mam problem wejść. Mięsnie ud mi rozsadza. Jutro cały dzień leżę i pachnę.
5.07.2017
Odpoczywałam zaledwie do godziny 11 a potem trochę nas nosiło więc wybralismy się na spacer po Łebie w której nigdy nie byliśmy. Spacerujac po deptaku spontanicznie postanowiliśmy wybrać się na ruchome wydmy w Rąbce gdzie znajduje się najwyższą wydma tzw. „Łącka Góra” o wysokości 40-45m n.p.m.
Trochę spaceru, trochę wspinaczki ale warto było. Nie wiedziałam, że to miejsce jest tak piękne. Cieszę się, że mieliśmy okazję zobaczyć to miejsce.
Trasa R-10 prowadzi nas przez Słowiński Park Narodowy, który w latach 70-tych został uznany przez UNESCO jako Światowy Rezerwat Biosfery
Wstęp do Parku to jedyne 6 zł od osoby a widoki bezcenne. Piekne wydmy, wspaniały pachnący las, a po prawej stronie Jezioro Gardno z wieloma gatunkami dzikiego ptactwa. Można tu tez zobaczyć ruchome wydmy.
Cały czas gdzies nad nami krążą deszczowe chmury ale może uda nam się uniknąć zmoczenia. Wiatr mocno dokucza, nawet w zalesionym terenie. Dlatego ciepło się ubraliśmy a i tak wieje po kościach.

Po 10 km wjeżdżamy do miejscowości Smołdzino z której mamy kierować sie na Kluki - miejscowość skansen, gdzie owszem jest pięknie ale przed tym miejscem wszyscy przestrzegają z uwagi na bagna i trzęsawiska.
Na swojej drodze spotykamy Niemców, parę seniorów w wieku ok 70 lat, którzy nadjeżdżają ze strony Kluk. Widząc kierunek naszej wyprawy zaczepiają nas i przestrzegają przed tą trasą. Na szczęście Piotrek zna trochę angielski, więc dogaduje się z tymi turystami (oni angielski znają perfect), życząc sobie wzajemnie szerokiej drogi ruszamy po radę do miejscowych, bo jednak same Kluki chcemy zobaczyć.
Weszłam do Gminnego Domu Kultury w Smołdzinie z prośbą o pomoc. Pani z Domu Kultury tłumaczyła mi co i jak i jeszcze podarowała nam mapę okolicy.
W sklepie uśmiechały sie do mnie drożdżówki z kruszonką. Siedliśmy przed sklepem żeby się nimi posilić.
Dalsza droga na Kluki prowadzi skrótem przez polną drogę wyłożoną trelinką a od tej trelinki można dostać choroby wibracyjnej i odcisków na d...
Dojeżdżamy do miejscowości Łokciowe i tu kierunkowskaz pokazuje drogę na Kluki - prosto a na Czołpino w lewo. Znak to znak. Jadziem!
Kolejne 8 km kocie łby w polu, znowu radosne trelinki i w końcu utwardzona leśna droga. Hmmm. Kluki miały być tuż tuż a my ciągle w czarnej dupie. Mijamy dom na odludziu ale, że coś nam tu nie pasuje, zawracamy i próbujemy dopytać o drogę kobitkę, która siedzi przed domem. O żesz q...q...qrwa - Niemka - no tośmy sobie pogadali. Piotrek znowu próbuje po angielsku pani troche po angielsku trochę na migi. Już wiemy, nie tędy droga. Wracamy. Rozwidlenie drogi i nagle z pól wyłania się wóz terenowy a w nim pracownik Słowińskiego Parku Narodowego i mówi że tam na rozwidleniu gdzie był znak mieliśmy skręcić w prawo. Wracamy do znaku, 16 km poszło się...bujać. I tu odkrywam, to co podejrzewałam, ktoś radośnie obrócił znak i przez to była zmyłka.
Przejeżdżamy 3 km i znajdujemy się w wiosce sprzed wieków. Oglądamy chaty z zewnątrz, robimy kilka zdjęć i ruszamy w drogę.
Piotrek dopytuje pracownika miejscowego Muzeum o dalszą drogę i ten nam mówi, że przez bagna i torfowiska droga jest najkrótsza ale dziś raczej nieprzejezdna, bo w nocy i nad ranem lało wszędzie mokro, a do tego Jezioro Łebsko wylało więc jest tam masakra.
Alternatywą jest jazda plażą ale to by było morderstwo dla rowerów: piach, słona woda... lub 60 km asfaltową drogą przez Smołdzino. Jestesmy już trochę zmęczeni, bo i trudne podłoże i wiatr, który nas spychał z drogi. Jakis matrix.
Cóż bylo robić. Wsiadamy na rower, znowu trelinką 5-6 km. Po tej męczarni trafiamy na drogę asfaltową i kierując się na Żelazo startujemy asfaltem do Łeby.
Droga do łatwych nie należy, co rusz wzniesienie, trochę z górki, ale znowu mam dziwne wrażenie, że ciągle jadę pod górę. Kiedy licznik rowerowy wskazuje 92 km wyjeżdżamy do Łeby. Jestem wykończona. W niemal pierwszym budynku pytamy o nocleg. Kobitka sie zgadza wynająć pokój z łazienką w bardzo dobrej cenie więc zostajemy na dwa dni. Do pokoju na pierwsze piętro mam problem wejść. Mięsnie ud mi rozsadza. Jutro cały dzień leżę i pachnę.
5.07.2017
Odpoczywałam zaledwie do godziny 11 a potem trochę nas nosiło więc wybralismy się na spacer po Łebie w której nigdy nie byliśmy. Spacerujac po deptaku spontanicznie postanowiliśmy wybrać się na ruchome wydmy w Rąbce gdzie znajduje się najwyższą wydma tzw. „Łącka Góra” o wysokości 40-45m n.p.m.
Trochę spaceru, trochę wspinaczki ale warto było. Nie wiedziałam, że to miejsce jest tak piękne. Cieszę się, że mieliśmy okazję zobaczyć to miejsce.
Na szczycie wydmy widok jak na pustyni. Do tego po jednej stronie Jezioro Łebsko, po drugiej Bałtyk a Ruchome Wydmy ciągną się przez 18 km. Piękna sprawa. Kto był wie o czym mówię, kto nie był zachęcam do odwiedzenia. Warto !
Jako, że dziś nie było jazdy na rowerze to postanowilismy zrobić powrotny spacer plażą. Tak sobie deptaliśmy deptaliśmy i okazało się, że zrobiliśmy 24 km - a co tam, w końcu trzeba spalić zjedzoną na obiad flodrę z frytkami.
Spacer plażą calkiem przyjemny. Trochę wiało od morza, ale to norma. Słonko świeciło, morze szumiało. Czego wiecej trzeba. Całkiem miły dzień.
Teraz odpoczynek. Jutro droga do Władysławowa.












Komentarze
Prześlij komentarz