13 dzień - 8.07.2017
Dziś chcieliśmy zaliczyć ostatni odcinek zaplanowanej przez nas trasy. Ok 35 km z Władysławowa na Hel.
Wymyśliliśmy chytry plan. W naszej bazie noclegowej we Władysławowie zostawiliśmy nasze sakwy i prawie cały dobytek a ten ostatni odcinek podstanowiliśmy pokonać bez obciążenia. Zabraliśmy więc jedną sakwę a w niej części zapasowe do rowerów, apteczkę i ciuchy na przebranie w razie ulewy.
Pogoda co prawda nie rozpieszczała, bo zaledwie 17 stopni i chmury wisiały paskudne a i prognoza zapowiadała przelotne opady ale co tam, trzeba dokończyć to, co od roku planowaliśmy. 7.30 startujemy!

Od Władysławowa do Helu prowadzi bardzo fajna ścieżka rowerowa a dodatkowo tak prosta, że nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się zgubić.
Trasa przebiega głównie przy Zatoce Puckiej. A widoki z niej wspaniałe.
Pierwsze na naszej drodze znalazły się Chałupy i słynna plaża dla naturystów. Niestety nie widać żadnego amatora naturyzmu, bo i pora wczesna i pogoda nie nastraja.
Za Chałupami Półwysep ma tylko niecałe 200 m szerokości – widać z jednej strony morze a z drugiej zatokę! Warto zatrzymać się na chwilę pooglądać windsurferów czy kitesurferów jak walczą z wiatrem.
Następna na naszej drodze była Kuźnica a w niej port rybacki.
To tu w drodze powrotnej miałam chrzest - a mianowicie dopadła nas ulewa, pierwszy raz w czasie tej podróży złapał nas deszcz. Kurtki sie spisały, gatki zmokły ale za chwile zaczęło się wyprowadzać, wyszło słonko a spodenki schły w locie.
Tu w Kuźnicy zatrzymalismy się na obiad (jak już wracalismy) i tu zjedliśmy fishki czyli smażone w głebokim oleju szprotki. Jesli będziecie mieli okazję - warto skosztować.Pychotka
Potem wyłania się jakże malownicza Jastarnia. Bardzo ładne, zadbane i czyste miasteczko.

Ładne molo wychodzące na Zatokę

Kolejna jest Jurata, przez którą jakoś przemykamy i za zakrętem wyłania się tablica informująca nas że jesteśmy w miejscowosci Hel.

Ale tu nasza przygoda sie nie kończy, ponieważ chcemy dotrzeć na cypel. Wtedy uznamy cel za osiągnięty.
Od znaku drogowego z napisem Hel do cypla pozostaje jeszcze ok 8 km jazdy ścieżką rowerową przy drodze, jednak na pograniczu lasu. I tu niespodzianka. Jadąc rowerem zauważam trzy maślaki. Za moment pięć...
. 
Szybka decyzja - zabieramy do jajecznicy. Jutro bedzie pyszne niedzielne śniadanie.
Po niecalej godzinie okazuje się, ze maślaków mamy pół siatki. Więc jeszcze jakiś sos na obiad bedzie.
Potem okazuje się, że uzbieraliśmy 2 kg grzybów.
Hel jako miejscowość jest bardzo ładna i charakterystyczna. Są tu m.in. ładne plaże, fokarium, fortyfikacje, wiele punktów militarnych, tradycyjna zabudowa rybacka, Muzeum Rybołówstwa i latarnia morska.
My udajemy się na cypel, tu gdzie zaczyna się Polska.
Nasza wyprawa kończy się sukcesem. Zrealizowalismy nasz plan i to w krótszym czasie niż zakładaliśmy. Jesteśmy szczęsliwi i dumni, że się nam udało.
Na naszym liczniku 526 km od momentu kiedy wyruszyliśmy z domu.
Na calym tym odcinku nie mieliśmy żadnej awarii, dętki całe, szprychy całe. Raz tylko trzeba bylo przesmarować łancuchy.
Trasa fajna chociaz miejscami źle oznakowana.
Spodobała nam się ta przygoda. Nie wykluczamy ponownej wyprawy...
Kto wie co nam za rok strzeli do głowy...
Wszystkim, którzy za nas trzymali kciuki, wierzyli w nasz sukces, wspierali dobrym słowem - serdecznie dziękujemy.
Aha. A z maślaczków była i jajecznica i jeszcze są maślaczki w occie.
Wymyśliliśmy chytry plan. W naszej bazie noclegowej we Władysławowie zostawiliśmy nasze sakwy i prawie cały dobytek a ten ostatni odcinek podstanowiliśmy pokonać bez obciążenia. Zabraliśmy więc jedną sakwę a w niej części zapasowe do rowerów, apteczkę i ciuchy na przebranie w razie ulewy.
Pogoda co prawda nie rozpieszczała, bo zaledwie 17 stopni i chmury wisiały paskudne a i prognoza zapowiadała przelotne opady ale co tam, trzeba dokończyć to, co od roku planowaliśmy. 7.30 startujemy!

Od Władysławowa do Helu prowadzi bardzo fajna ścieżka rowerowa a dodatkowo tak prosta, że nie wiem co trzeba by zrobić, żeby się zgubić.
Trasa przebiega głównie przy Zatoce Puckiej. A widoki z niej wspaniałe.
Pierwsze na naszej drodze znalazły się Chałupy i słynna plaża dla naturystów. Niestety nie widać żadnego amatora naturyzmu, bo i pora wczesna i pogoda nie nastraja.
Za Chałupami Półwysep ma tylko niecałe 200 m szerokości – widać z jednej strony morze a z drugiej zatokę! Warto zatrzymać się na chwilę pooglądać windsurferów czy kitesurferów jak walczą z wiatrem.
Następna na naszej drodze była Kuźnica a w niej port rybacki.
To tu w drodze powrotnej miałam chrzest - a mianowicie dopadła nas ulewa, pierwszy raz w czasie tej podróży złapał nas deszcz. Kurtki sie spisały, gatki zmokły ale za chwile zaczęło się wyprowadzać, wyszło słonko a spodenki schły w locie.
Tu w Kuźnicy zatrzymalismy się na obiad (jak już wracalismy) i tu zjedliśmy fishki czyli smażone w głebokim oleju szprotki. Jesli będziecie mieli okazję - warto skosztować.Pychotka
Potem wyłania się jakże malownicza Jastarnia. Bardzo ładne, zadbane i czyste miasteczko.

Ładne molo wychodzące na Zatokę

Kolejna jest Jurata, przez którą jakoś przemykamy i za zakrętem wyłania się tablica informująca nas że jesteśmy w miejscowosci Hel.

Ale tu nasza przygoda sie nie kończy, ponieważ chcemy dotrzeć na cypel. Wtedy uznamy cel za osiągnięty.
Od znaku drogowego z napisem Hel do cypla pozostaje jeszcze ok 8 km jazdy ścieżką rowerową przy drodze, jednak na pograniczu lasu. I tu niespodzianka. Jadąc rowerem zauważam trzy maślaki. Za moment pięć...
. 
Szybka decyzja - zabieramy do jajecznicy. Jutro bedzie pyszne niedzielne śniadanie.
Po niecalej godzinie okazuje się, ze maślaków mamy pół siatki. Więc jeszcze jakiś sos na obiad bedzie.
Potem okazuje się, że uzbieraliśmy 2 kg grzybów.
Hel jako miejscowość jest bardzo ładna i charakterystyczna. Są tu m.in. ładne plaże, fokarium, fortyfikacje, wiele punktów militarnych, tradycyjna zabudowa rybacka, Muzeum Rybołówstwa i latarnia morska.
My udajemy się na cypel, tu gdzie zaczyna się Polska.
Nasza wyprawa kończy się sukcesem. Zrealizowalismy nasz plan i to w krótszym czasie niż zakładaliśmy. Jesteśmy szczęsliwi i dumni, że się nam udało.
Na naszym liczniku 526 km od momentu kiedy wyruszyliśmy z domu.
Na calym tym odcinku nie mieliśmy żadnej awarii, dętki całe, szprychy całe. Raz tylko trzeba bylo przesmarować łancuchy.
Trasa fajna chociaz miejscami źle oznakowana.
Spodobała nam się ta przygoda. Nie wykluczamy ponownej wyprawy...
Kto wie co nam za rok strzeli do głowy...
Wszystkim, którzy za nas trzymali kciuki, wierzyli w nasz sukces, wspierali dobrym słowem - serdecznie dziękujemy.
Aha. A z maślaczków była i jajecznica i jeszcze są maślaczki w occie.
Dziekujemy za uwagę :-)












Komentarze
Prześlij komentarz