4 dzień 29.06.2017

O poranku po sytym śniadaniu wyruszamy w drogę do Mrzeżyna. Trasa prowadzi nas lasem, a po drodze leśne stworzenia. Przestraszył nas sokół polujący na jakąś mysz. Zdobył, zjadł i poleciał dalej.
W lesie spotkaliśmy jakiegoś biegającego człowieka. W związku z tym, że nawigacja rowerowa wariowała w lesie i gps tracił zasięg zapytaliśmy, czy dobrze jedziemy. Dowiedzieliśmy się, że tak i że za ok 3 km zbaczając 150 m z trasy będziemy mogli rzucić okiem na Bałtyk z punktu widokowego. Warto było posłuchać rady.


Trasa do Mrzeżyna, to głównie czerwony szlak rowerowy, prowadzący szutrową drogą. Potem można jechać przez 6 km wyboistą, brukowaną drogą ale nie wiadomo jaki byłby stan pośladków i nadgarstków. W zwiazku z tym wybieramy leśne drogi i trafiamy do następnego miasta tj. Mrzeżyna
Mały postój na uzupełnienie bidonów i zakup wody mineralnej. Dalej w drogę i tak jadąc leśnymi drogami docieramy do Dźwirzyna




                    

Miejscowość leży nad Jeziorem Resko, ma port morski a także letnie kąpielisko. Bardzo urokliwe miejsce.
Zatrzymujemy się na obiad w Smażalni Ryb u Lecha gdzie na talerzu zagościł The dorsz. Spotkała nas tu niespodzianka - 10 % rabat dla cyklistów - bardzo miłe.
Z pełnymi brzuchami ruszamy w kierunku Kołobrzegu.

Po drodze mijamy Grzybowo - wieś letniskową. Pomiędzy Dźwirzynem a Grzybowem można odwiedzić plażę naturystów ale nie skorzystaliśmy. Za bardzo wiało :)

W Grzybowie chcieliśmy zamienić rowery na ciut większe, żeby szybciej dotrzeć do celu. Niestety okazaly się zbyt duże.



                       

Pogoda nam sprzyjała i w pełnym słońcu przy delikatnym wiaterku dojechalismy do Kołobrzegu.

Latarnia morska
         

W Kołobrzegu poruszamy się świetnie zorganizowanymi ścieżkami rowerowymi. Do miejsca kolejnego biwaku zostalo nam ok. 10 km
Ten odcinek to jeden z ładniejszych z uwagi na krajobraz. Cały czas po lewej stronie mamy widok na morze a z prawej jeziorka z kaczkami i łabędziami.
Od Kołobrzegu po Sianożęty prowadzi nowa ścieżka rowerowa. Kiedy docieramy do Sianożęt od strony Ustronia Morskiego nadciąga okropna chmura, która zapowiada nie tylko deszcz ale szykuje nam jakąś burzę. Ostatnie dwa kilometry pokonujemy w oka mgnieniu, chociaż mięśnie w moich nogach już lekko drżą z wysiłku to wizja burzy wyzwala we mnie resztki energii.
Ten etap to dla nas 52,3 km



Pole namiotowe wybraliśmy dzięki przegladarce internetowej. Wybór padł na kemping Pod brzozami. Tu wyznaczono nam kawałek ziemi, oczywiście pod brzozami.
Piotrek jest już mistrzem rozkładania namiotu a tym razem skrócił czas rozkładania do minimum a kibicował mu coraz mocniej padający deszcz. Szybko się zawinęliśmy i największą ulewę i kilka piorunów przetrwaliśmy w naszym kolejnym obozie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

3 dzień 28.06.2017

8 dzień -3.07.2017